Pierwsze nagrody w Konkursie Skype Story.
By
Michał on February 20, 2007 in Historie.
Jest już pierwszy nagrodzony w konkursie na najciekawszą historię związaną ze Skypem. Został nim Przemek z Elbląga i w nagrodę otrzymuje treningowy T-shirt Skype'a.
Przypominam jednocześnie, że konkurs wciąż trwa i nadal możecie przesyłać swoje propozycje na adres skype_story@poczta.onet.pl. Za wszystkie przesłane dotychczas bardzo dziękuję i obiecuję, że będę je sukcesywnie publikował. A teraz oddaję już głos Przemkowi:
Nasz Skype Story
To historia o mojej 13-miesięcznej już córeczce i o mnie - i jeszcze o tym jak ważny jest dla nas Skype. Odkąd moja żona wróciła z urlopu macierzyńskiego, pracuje w mieście oddalonym o ok. 70 km od naszego domu - w jej rodzinnych stronach, gdzie pod nieobecność żony naszą córeczką może zająć się babcia i dziadek.
Zazwyczaj dziewczyny wyjeżdżają w niedzielę a wracają w piątek - tak więc rozłąka trwa pięć długich dni w tygodniu - i tak żona jak i córeczka tatusia są niestety daleko... Pięć dni to długo dla zakochanego taty, a dla 13-miesięcznego dziecka to przepaść. Bywało, że po powrocie mijało trochę czasu, zanim Olga oswoiła się z faktem, że tata nie jest tylko głosem w telefonie.
Sytuacja poprawiła się znacznie odkąd zaczęliśmy rozmawiać przez Skype z kamerami internetowymi. Telefony zmieniły się w minimum półgodzinne "widzenia"
które stały się już naszym rytuałem. Olga co dzień po powrocie mamy z pracy wyciąga ją do komputera, żeby zadzwonić i zobaczyć się z tatusiem a i ja z niecierpliwością czekam na następną rozmowę.
Dziewczynka nie mówi jeszcze wiele, ale sam fakt, że widzi moje reakcje na jej sposób komunikacji, bardzo ją ożywia i pobudza do rozmowy - machamy do siebie, nachylam się do kamery kiedy Olga chce pokazać gdzie tatuś ma oko, gdzie ucho, odpowiada na pytania, daje monitorowi buzi, śmieje się...
Oczywiście, porównując te nasze spotkania do widzenia się z dzieckiem na żywo to jak lizanie lizaka przez papierek... ale jednocześnie jest to nieporównywalnie więcej niż tradycyjna rozmowa telefoniczna! Dla nas jest to oczywiste, a przekonujemy się o tym w każdy piątek, kiedy Olga wraca do domu jak gdyby nigdy nic i od progu pokazuje kredki i kategorycznie żąda, żebym z nią rysował. Bo przecież widzieliśmy się niedawno. Wczoraj na Skype.





